III

"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać". – Antoine de Saint-Exupery
* * *
Leżała, a po jej bladych policzkach spływały łzy, jedna za drugą. Kap… Kap… Kap… Nie potrafiła się uspokoić. To, co się wydarzyło, wciąż bolało, a ona nie miała w pobliżu nikogo, z kim mogłaby o tym porozmawiać. Z rodzicami nie mogła, bo by jej nie uwierzyli, a wszyscy inni… Wszyscy inni byli zbyt daleko, by móc coś zaradzić. Usiłowała odpędzić ponure myśli, jednak – jak to bywa w takich sytuacjach – nie jest to łatwe. Zdaje się to być nawet niemożliwe. Po kilku minutach bezczynnego leżenia postanowiła zadzwonić do Claire – swojej najlepszej przyjaciółki. Wykręciła tak dobrze sobie znany numer. Jeden sygnał, drugi, trzeci… Piąty… Nic. Zrezygnowana napisała krótkiego SMSa: "Proszę, odezwij się do mnie. To pilne".
Wysławszy go, opadła z powrotem na łóżko. Nikogo w tej chwili nie pragnęła, jak właśnie jej. Telefon zadzwonił po pięciu minutach.
– Claire… – wyszeptała niemal bez tchu.
Zdążyła już się trochę uspokoić, lecz głos i tak miała schrypnięty od płaczu.
– Lisa… – dziewczyna po drugiej stronie znieruchomiała, słysząc głos przyjaciółki. – Co się stało, maluchu?
– Czy… możesz… przyjechać? – spytała cicho Lisa. – Proszę…
– W tej chwili nie bardzo, ale… zrobię, co będę mogła – odpowiedziała Claire. – Nie płacz, kochanie, wszystko będzie dobrze.
– Jasne…
Gdy po chwili Claire rozłączyła się, Lisa opadła z powrotem na łóżko. Jej ciemne włosy opadały na twarz, chociaż teraz przez to, że były skrócone nie bardzo ją zakrywały. Leżała na łóżku, czekając na cud, a przed oczami wciąż miała tą potworną scenę. Impreza na dole u rodziców… Ich znajomy przychodzący do niej do pokoju… Kładący się obok niej mimo protestów… Prośba matki, by mógł się przespać na drugim łóżku… To, jak namawiał ją do seksu… Aż w końcu to, jak zaczął się przed nią rozbierać i prosić ją o loda. Wzdrygnęła się, a na jej policzki wypłynęły kolejne słone krople.
W końcu po czasie, który dla Lisy zdawał się mijać zdecydowanie za wolno, drzwi otworzyły się i zajrzała szczupła postać, jak zawsze promiennie uśmiechnięta.
– Można?
– Claire! – Lisa zerwała się, chwilę później tkwiąc w ramionach przyjaciółki.
Dziewczyna trzymała ją w objęciach, kołysząc jak małą dziewczynkę. Nie musiała nic mówić. Słowa nie były potrzebne. Kiedy w końcu usiadły, Claire spytała ostrożnie:
– Malutka, powiesz mi teraz, co się stało?
Lisa nie odpowiedziała. Zamiast tego jeszcze silniej do niej przywarła, drżąc jak osika. Claire siedziała w milczeniu, czekając na odpowiedni moment. Wiedziała, że jeśli Lisa będzie gotowa, na pewno jej o wszystkim opowie.
– Kilka godzin temu… – zaczęła w końcu. – Nie… Nie tak. Wczoraj… rodzice zrobili imprezę. Zaprosili takiego znajomego… Roger on ma na imię. Jest trochę starszy ode mnie, mniej więcej 7 lat. Nieważne. Do pewnego momentu… było wszystko dobrze. Ale kiedy zaczął do mnie przychodzić, coraz bardziej pijany, wcale mnie się to nie podobało. W końcu, gdzieś koło północy, po północy… Nie wiem teraz… Przyszedł do mnie, zaczął gadać, że co bym zrobiła, gdyby położył się obok mnie… Powiedziałam mu, że się nie zgadzam, ale on mnie nie słuchał. Położył się przy ścianie. Leżał tak przez kilka minut, a ja modliłam się, żeby sobie poszedł. Kiedy w końcu to zrobił, wcale mi nie ulżyło. Wręcz przeciwnie. Zaczęłam się bać. Panicznie. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miałam ani internetu ani nic na koncie, więc skontaktowanie się z kimkolwiek było niemożliwe.
Przerwała na chwilę swoją opowieść, patrząc na Claire. Ta słuchała jej uważnie, obejmując ją ramieniem jeszcze mocniej, jakby przeczuwała, że to nie koniec historii. Lisa po kilku minutach podjęła kontynuację.
– Choć chciałam, nie potrafiłam zmrużyć oka. Mimo to udawałam, że śpię, co dawało mi odrobinę prywatności. Zajrzał chyba jeszcze raz, ale chyba uznał, że śpię, bo sobie poszedł. Gdzieś koło czwartej nad ranem… przyszła moja szanowna mamusia razem z nim… Zapytała, czy nie mógłby się przespać na drugim łóżku, bo nie chce go puszczać w takim stanie do domu. A sama była w nie lepszym.
– Zgodziłaś się? – spytała Claire szeptem.
– A miałam inny wybór? Znasz przecież moją matkę. Jak się na coś uprze, zwłaszcza, gdy jest pijana. Nie przemówisz jej do rozumu. Poza tym uznałam, że skoro będzie spał, to niech jej będzie. Nie sądziłam, że…
Wzięła głęboki oddech, a jej oczy znowu wypełniły łzy.
– Gdy sobie poszła, on położył się na tym drugim łóżku. Przez kilka minut leżał w milczeniu. Nagle jednak przemówił. Zapytał mnie, czy jestem dziewicą. Powiedziałam mu, że tak. Na co on, że dlaczego, że on może… Że on… by chciał… Że dlaczego się boję… No to powiedziałam mu, że nie należę do dziewczyn, która by z pierwszym lepszym do łóżka… On na to, że to jest naprawdę fajne i w ogóle. Ja dalej się opierałam, a on w pewnym momencie do mnie: "Bronisz tej swojej cnoty, co?". Zabrzmiało to tak mrocznie… Claire, ja się tak strasznie, potwornie bałam… A już prawdziwa panika ogarnęła mnie w chwili, gdy zobaczyłam, że ten stoi na środku pokoju i ściąga spodnie. Mówię poważnie. Spanikowałam. On do mnie: "Stoi mi". Powiedziałam, że ma problem, ale on nie słuchał. Usiadł koło mnie i z tekstem: "Zrób mi loda". Ja na to, że nie. On mi na to, żebym chociaż od tyłu. Mój głos uniósł się o oktawę wyżej i prawie krzyknęłam, że nie. Usłyszałam w odpowiedzi, że mam nie krzyczeć. W końcu wstał, ale ja… ja już do rana nie zmrużyłam oka. Nie byłam w stanie zasnąć. Tak strasznie się bałam. Nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Po raz pierwszy w życiu byłam w takiej sytuacji.
Gdy skończyła, zaległa cisza. Claire wyglądała na zszokowaną i wstrząśniętą.
– Malutka… – wyszeptała zdławionym głosem.
– Wciąż mam to przed oczami. – Głos Lisy ścichł do szeptu. – Claire, ja… nie chcę być teraz sama. Boję się.
– Powiedziałaś o tym komuś?
– Niby komu? Rodzice by mi nie uwierzyli, a nawet jeśli, tamten by się pewnie wszystkiego wyparł. Dlatego do ciebie zadzwoniłam. Ach, nie, przepraszam. Skontaktowałam się z moją panią psycholog, zaraz po doładowaniu konta… Tak, to była jedyna osoba poza tobą, która o tym się dowiedziała. Powiedziała, że aż usiadła z wrażenia… Stwierdziła, że byłam bardzo dzielna. Ale ja wcale nie czuję się bohaterką.
– A powinnaś – odezwała się poważnie Claire. – Ochroniłaś się przed utratą dziewictwa, a to bardzo, bardzo dużo.
– Tak, wiem, tylko… widzisz, nie wiem… Do tej pory nie wiem jak tego dokonałam. Jakim cudem nie popadłam w panikę.
– Wiesz… – zaczęła wolno Claire, myśląc nad czymś gorączkowo. – Są takie sytuacje w życiu człowieka, które sprawiają, że mamy w sobie więcej silnej woli niż może nam się wydawać. Sądzę, że akurat w tej sytuacji Bóg cię ochronił. To On dał ci siłę, żebyś się nie poddała. Żebyś mogła walczyć z tym do samego końca.
Zaległa głęboka cisza po jej wypowiedzi. Lisa długo myślała nad tym, co właśnie usłyszała.
– Może i masz rację… – przemówiła w końcu. – Myślę, że na pewno.
Westchnęła cicho.
– Claire, czy… mogłabyś dzisiaj ze mną zostać? Proszę. Nie chcę zostać sama.
– Poczekaj, zobaczę, co da się zrobić – odpowiedziała dziewczyna, wolną ręką sięgając po telefon.
– Hej, Alice, słuchaj, mogłabyś przez kilka dni mnie zastąpić? Wypadło mi coś ważnego, potrzebuję kilka dni wolnego. Tak? Dziękuję. To świetnie. Kochana jesteś. Zadzwonię do ciebie, gdyby coś się miało zmienić.
Gdy się rozłączyła, uśmiechnęła się pogodnie do przyjaciółki.
– Wszystko załatwione – oznajmiła. – A i mnie kilka dni wolnego się przyda.
– Dziękuję ci, Claire, dziękuję! – Lisa zarzuciła jej ręce na szyję. – Kocham cię!
– Ja ciebie też, malutka – odparła dziewczyna, całując ją we włosy.
Razem wyglądały bardziej jak siostry niż przyjaciółki.
Kiedy wieczorem obie już leżały, Lisa odezwała się cicho:
– Wiesz? Teraz czuję się o wiele bezpieczniej. Mogłabyś jeszcze do mnie podejść?
Claire posłusznie wstała, podeszła i usiadła na brzegu łóżka przyjaciółki. Bez słowa ujęła ją za rękę.
– Zaśpiewasz dla mnie?
Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie i zaczęła nucić uwielbianą przez Lisę kołysankę z dzieciństwa, którą poznała właśnie dzięki niej. Nawet nie zorientowała się, kiedy zasnęła, mocno ściskając jej rękę. Gdy Claire skończyła śpiewać, spojrzała na uśpioną twarz przyjaciółki.
– Śpij, moja mała bohaterko – szepnęła, całując ją w czoło. – Jestem tuż obok, śpij.
Następnie wyswobodziła delikatnie dłoń z jej uścisku i sama kilka minut później odpłynęła, myślami będąc przy Lisie.

8 komentarzy

  1. O matko, mocne. Gratulacje dla Lisy, że nie pozwoliła temu dziadowi na coś takiego. I super, że przyjaciółka przy niej była. Taka przyjaciółka to skarb.

  2. Dobry tekst, chwilami mocny, ale o to twórcy chodzi, aby prócz przekazania treści, wzbudzić w odbiorcy emocje. Ten cel autora/pisarza osiągnęłaś. Znów umieściłaś prawdziwe zdanie na początku opowiadania, jakże prawdziwe. A propo tych zdań: tamte dwa wcześniejsze były autorskie na potrzeby tych tekstów, czy też mają jakieś inne literackie pochodzenie?

  3. Ja się zgadzam z Cinkciarzem. 🙂 Mocne! I mam nadzieję, żę tego źle nie odbierzesz, ale Twoja twórczość bardzo się zmieniła. Na lepsze!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *