II

"Łatwiej wyrzucić tysiące rubli z kieszeni, aniżeli jedno przywiązanie z serca".
* * *
Obudziłam się, a serce waliło mi jak młot. Znowu się mi przyśnił. I to w sposób, w jaki nie chciałam, by się śnił. Usiadłam na łóżku, sięgnęłam po okulary. Spojrzałam na zegarek stojący na szafce obok łóżka. Dochodziła druga w nocy. Westchnęłam. Dlaczego znowu Michael mi się śnił? Nie wiedziałam, ale miałam już serdecznie tego dość. Wiedząc, że i tak już nie zasnę, wstałam, usiadłam przy biurku i uruchomiłam laptopa. Jedyne, co przyszło mi na myśl, to napisanie jakiegoś wiersza, w którym mogłabym wylać emocje. Lecz tej nocy wena nie miała ochoty na przyjście, co kompletnie mnie zniechęciło. Najpierw sny, potem brak weny… Za dużo złego jak na jedną noc. Ale czy faktycznie złego? Wróciłam myślami do snu, który miałam tej nocy. Ja i Michael staliśmy obok siebie, a on wyjaśniał, dlaczego ze mną zerwał. Mówił, że przeprasza, że chciałby to wszystko naprawić i że jest mu bardzo przykro. Ale czy bym tego chciała? Po raz kolejny westchnęłam. Miałam mętlik w głowie. Przecież Michael to była przeszłość. Przeszłość, o której chciałam zapomnieć. Nie chciałam wracać do wspomnień, które z jednej strony były bolesne, a z drugiej tak niesamowicie piękne. Przetarłam oczy.
"Dlaczego nawiedzasz mnie w snach? Michael, chcę o tobie zapomnieć – pomyślałam. – Zrozum to. Zostaw mnie w spokoju".
Wstałam i zaczęłam spacerować po pokoju, nie potrafiąc się na niczym skupić. Wciąż przed oczami miałam Michaela, chłopaka, którego kiedyś tak bardzo kochałam, a który zostawił mnie po roku związku. Zostawił mnie o tak, po prostu, bo stwierdził, że on nie potrafi dać mi tego, czego bym chciała. Że nie potrafiłabym z nim stworzyć wymarzonego domu. A ja mimo upływającego czasu nadal go kochałam. Z jednej strony chciałam zapomnieć, z drugiej natomiast darzyłam go silnym uczuciem. Zbyt silnym.
Nagle z tych ponurych rozmyślań wyrwał mnie dzwonek telefonu. Zaskoczona aż otworzyłam szeroko oczy, zanim doskoczyłam do aparatu.
– Halo? – spytałam, nawet nie zerkając na wyświetlacz.
– Cześć, Nadine, obudziłem cię? – usłyszałam w słuchawce.
W moim żołądku aż coś się ścisnęło na dźwięk jego głosu.
– Mi… Michael? – wydusiłam z siebie po dłuższej pauzie. – Nie, nie, właśnie niedawno się obudziłam. Stało się coś?
– Nie, tak tylko dzwonię. Spać nie mogę i pomyślałem, że…
– Jasne, jasne, a ja przyleciałam z Marsa, tak? – zachichotałam. – Przecież nie dzwoniłbyś do mnie bez niczego. Nie o tej porze. To znaczy…
Zawahałam się, po chwili jednak dokończyłam.
– Kiedyś to było w twoim stylu, ale teraz… teraz już chyba nie jest.
Po drugiej stronie zaległa cisza. Wiedziałam, że trafiłam w czuły punkt, ale już nie było odwrotu.
– Przepraszam… – wyszeptałam.
– Nie, to ja przepraszam – usłyszałam po chwili. – Nie chciałem. Wybacz.
Po tych słowach rozległ się sygnał zakończenia połączenia. Stałam jak wryta z telefonem w dłoni, nic z tego nie rozumiejąc. O co mogło chodzić? Dlaczego zadzwonił do mnie o tej porze?
"Ale ty głupia – skarciłam się w myślach. – Trzeba było nie wyjeżdżać z tym, co było kiedyś. Teraz masz, co chciałaś. Niczego się nie dowiesz".
Znowu zaczęłam przechadzać się po pomieszczeniu. W końcu usiadłam na łóżku i z listy ostatnich połączeń wybrałam jego numer. Jeden sygnał. Drugi… Trzeci…
– Nadine? – usłyszałam w końcu.
– Hej – odezwałam się niepewnie. – Chciałam cię przeprosić za to, co powiedziałam. To samo się tak… wyrwało.
– Nie gadaj bzdur – odpowiedział. – To ja powinienem… Powiedziałaś prawdę, a ja zachowałem się jak obrażony nastolatek. Nie powinno tak być.
Nie powinno i nie powinno. Czy on nie zna innego wyrażenia? Odetchnęłam głęboko, by nie wyładować na nim swojej złości i po raz kolejny nie palnąć czegoś głupiego.
– W takim razie jak to miałoby wszystko wyglądać? – spytałam, siląc się na spokój.
– Możemy porozmawiać o tym jutro? – odpowiedział pytaniem. – Przyjadę do ciebie i na spokojnie porozmawiamy.
– Jak dla mnie to już jest dzisiaj, ale dla ciebie może być i jutro – zaśmiałam się. – Oczywiście. Będę na ciebie czekać.
– W takim razie do zobaczenia, Nadine.
– Do zobaczenia, Michael – odpowiedziałam i rozłączyłam się.
Siedziałam na łóżku bez ruchu, nieświadomie ściskając telefon w dłoni. Byłam zszokowana całym obrotem sprawy. Czego on ode mnie chciał po tym wszystkim? Przecież minęło pół roku, sześć cholernych miesięcy, przez które ani razu nie pokazał, że zależy mu na mnie jako na przyjaciółce. Albo okazywał to, tylko w taki sposób, którego ja nie rozumiałam. To wszystko nie miało najmniejszego sensu, przynajmniej w mojej ocenie. Załączyłam dla ukojenia nerwów Rogera Subiranę i przymknęłam oczy. Powoli zaczęłam odzyskiwać spokój ducha.
"Co ma być, to będzie" – pomyślałam.
* * *
Gdy kilka godzin później weszłam do kuchni, moja siostra przyjrzała mi się uważnie.
– Co jest? – spojrzałam na nią zdziwiona.
– Ile ty dziś spałaś? – odcięła się. – Dziewczyno, źle wyglądasz.
Machnęłam lekceważąco ręką i podeszłam do czajnika z zamiarem wstawienia wody na kawę.
– Daj spokój – zwróciłam się do niej, załączając urządzenie. – Nie jest tak źle. Bywało gorzej, uwierz.
– To przez niego, prawda?
Zawsze wiedziała co mi jest, mimo że jej o tym nie mówiłam, by jej nie martwić. I tak sama miała zbyt dużo na głowie.
– W pewnym sensie – wyznałam w końcu. – Ale to nic takiego. Naprawdę, Nicole.
– Jasne, jasne – podeszła i stanęła obok mnie. – A ja mam ci w to uwierzyć? Jak zwykle chcesz coś przede mną zataić.
Westchnęłam. Nie chciałam wcale poruszać tego tematu, a ona musiała to zauważyć, bo wreszcie dała mi spokój. Kochałam moją siostrę, w porządku, ale jej nadopiekuńczość i dociekliwość były czasami wręcz nie do zniesienia.
Po jakimś czasie, kiedy już nie wiedziałam, co mogłabym ze sobą zrobić z racji, że nie umiałam znaleźć żadnego konstruktywnego zajęcia, rozległo się pukanie do drzwi, a moje serce zabiło szybko, o wiele za szybko. Nicole gdzieś wyszła, co na szczęście ułatwiało mi sprawę. Nienawidziła Michaela za to co mi zrobił, miała zresztą do tego pełne prawo. Ale to było równoznaczne z tym, że gdyby go zobaczyła, wygoniłaby go z domu na kopach, zanim zdążyłby przemówić choćby słowem. Zbiegłam na dół, przeskakując po dwa stopnie i dopadłam drzwi.
– Nadine – przemówił. – Biegłaś? Po co?
– Dla sportu – odpowiedziałam, chichocząc nerwowo. – Ale nie stójmy w drzwiach. Chodź.
Kiedy weszliśmy do pokoju i usiedliśmy, odezwałam się poważnie:
– Ciesz się, że nie ma Nicole. Wygoniłaby cię stąd, zanim byś przemówić zdążył.
– Wiem – wyznał zmartwiony. – Niestety. Wiem, że wszystko spieprzyłem. Nikt nie musi mi tego uświadamiać.
– Och, przestań się nad sobą użalać – zniecierpliwiłam się. – Powiedz lepiej, o czym chciałeś porozmawiać, bo ja też mogę cię stąd wygonić.
– Już, już mówię – zreflektował się. – Więc chciałem porozmawiać o nas. Bo widzisz… Ja sobie wszystko przemyślałem i… zastanawiam się, czy… Nie moglibyśmy…
– Coo? – zerwałam się z miejsca gwałtownie, nie pozwalając mu dokończyć. – Żartujesz, prawda? Po tym wszystkim, co się stało ty mnie pytasz, czy nie moglibyśmy spróbować? Żartujesz?
– Nie – oznajmił spokojnie. – Nie żartuję.
– W takim razie zwariowałeś – stwierdziłam, zmierzając go chłodnym spojrzeniem. – Pozwól zatem, że wywiodę cię z krainy wariacji, a sprowadzę do krainy normalności. Nic z tego, rozumiesz? Nic.
– Ale…
– Nie ma żadnego ale. Czy ty naprawdę niczego nie rozumiesz, Michael? Jesteś aż tak głupi? A ja myślałam, że jesteś trochę bardziej inteligentny. Ale skoro nie, to wyłożę ci kawę na ławę.
Usiadłam z powrotem i splotłam dłonie na kolanach.
– Byliśmy razem przez rok – podjęłam. – Po roku zostawiłeś mnie, bo stwierdziłeś, że nie jesteś dla mnie odpowiednią osobą. A jak chciałam, żebyśmy chociaż zostali przyjaciółmi, to deklarowałeś, że będziesz moim przyjacielem, po czym okazało się, że nie potrafisz nim być, bo przez te cholerne sześć miesięcy zachowywałeś się tak, jakbym nic dla ciebie nie znaczyła, już nie mówiąc o tym, że odnosiłam wrażenie, że to co razem przeszliśmy nie ma dla ciebie znaczenia i że po ludzku o tym zapomniałeś. A teraz dzwonisz do mnie w środku nocy, pytasz czy możemy porozmawiać, a kiedy przychodzisz, wyjeżdżasz mi z czymś takim? Czy to jest normalne? Chyba nie.
Odetchnęłam głęboko, chcąc się za wszelką cenę uspokoić, ale wcale nie było to takie proste. Nie, kiedy miałam go przed sobą, człowieka, którego kochałam, a który tak mnie zranił.
– Rozumiem – oświadczył po długiej chwili milczenia. – Rozumiem i szanuję. Przykro mi tylko, że uważasz mnie za tak mało inteligentnego.
– Poprawka. To ty siebie w takim świetle przedstawiasz – oznajmiłam chłodno. – A teraz, jeśli nie masz mi nic więcej do powiedzenia, zostaw mnie samą, proszę.
Wstał i nawet na mnie nie patrząc, opuścił pomieszczenie. Zanim jednak to zrobił, usłyszałam jego ciche:
– Przepraszam.
Ledwo drzwi się za nim zamknęły, osunęłam się na kolana i ukryłam twarz w dłoniach. Przy nim umiałam być silna, lecz teraz, gdy zostałam sama, dopadła mnie prawdziwa rozpacz. Byłam rozdarta między tym, co słuszne, a tym, czego tak naprawdę chciałam. Nie umiałam sobie z tym poradzić.
W takim stanie znalazła mnie Nicole, kiedy jakiś czas później wróciła do domu. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, ile już minęło od wyjścia Michaela.
– Nadine! – zawołała, podbiegając do mnie. – Co się stało?
– Nic – odpowiedziałam, chcąc wstać. – Zostaw mnie. Przejdzie mi.
– Rozmawiałaś z nim. – Stwierdzenie. – Przecież powtarzałam ci, że to nie ma najmniejszego sensu.
– A ja cały czas ci na to odpowiadałam, że go kocham – odcięłam się zirytowana.
– Ale taka miłość nie ma sensu. Przecież on do ciebie nic Nie czuje.
– Mylisz się – zaprotestowałam. – Przyszedł dzisiaj i chciał… Miał nadzieję, że spróbujemy. Ale ja się nie zgodziłam. I to był chyba mój błąd.
– Błąd? – Siostra zmierzyła mnie zdziwionym spojrzeniem. – Dlaczego błąd? Bardzo dobrze postąpiłaś. Przynajmniej ma nauczkę.
– Ty naprawdę niczego nie rozumiesz – stwierdziłam ponuro. – Wiem, wiem, że zrobiłam słusznie. Ale tylko częściowo. Ja dalej go kocham i… po prostu… Nie wiem, co słuszne, a co nie. Mam mętlik w głowie, rozumiesz?
Przez chwilę panowało milczenie, a ja widziałam jak Nicole myśli nad czymś intensywnie.
– Rozumiem – przemówiła w końcu. – Ale jeśli on naprawdę będzie coś do ciebie miał, to zacznie o ciebie walczyć. Rozumiesz? Dajcie sobie kilka dni i zobaczycie wtedy, co dalej. Ja go nie akceptuję po tym, co tobie zrobił, ale jeśli to ma cię uszczęśliwić, jeżeli do siebie wrócicie, postaram się go na nowo zaakceptować ze względu na ciebie.
Przez chwilę obserwowałam ją uważnie, po czym bardzo powoli skinęłam głową, chcąc jej przekazać tym gestem, że zrozumiałam jej słowa.
* * *
Tak mijały dni. Wciąż byłam przygnębiona, ale mimo to starałam się udawać, że wszystko jest w porządku. Michael odzywał się rzadko, ale tłumaczyłam to sobie tym, że jest zajęty. I tak robił to częściej niż przed naszym ostatnim spotkaniem, a to był duży wyczyn. Starałam się w sobie nie rozpalać nadziei, lecz z każdym dniem było mi coraz trudniej, gdyż coraz bardziej mi go brakowało. Brakowało mi go tak bardzo, że w nocy budziłam się często szukając jego obecności. Gdy orientowałam się, że go Nie ma, dopadała mnie rozpacz i najczęściej już Nie zasypiałam, czując się zbyt osamotniona.
Pewnego pochmurnego wieczoru siedziałam, usiłując pouczyć się na kolejną sesję, gdy rozległ się dzwonek mojego telefonu. Odebrałam natychmiast, ledwo zerknęłam na wyświetlacz.
– Hej, Nadine, jak tam?
– Staram się uczyć do sesji – odparłam. – Tylko nie bardzo mi to wychodzi.
– Mnie też właśnie nie – wyznał Michael. – Może poszlibyśmy na spacer? Świeże powietrze dobrze nam zrobi.
– Tak, myślę, że to jest bardzo dobry pomysł – przyznałam.
Prawda była jednak taka, że godziłam się na tą przechadzkę tylko ze względu na niego. O niczym tak nie marzyłam, jak o tym, by go spotkać.
– To za dziesięć minut – oznajmił i rozłączył się.
Nawet nie musiałam pytać gdzie się spotkamy. Dobrze wiedziałam. Mieliśmy jedno miejsce, w którym się spotykaliśmy. Pod starym rozłożystym dębem na skraju lasu. Znalazłam się w tamtym miejscu niespełna pięć minut później. Policzki mi płonęły, ale ignorowałam to.
– Hej, Nadine! – usłyszałam chwilę później i aż podskoczyłam.
– Hej! – zawołałam. – Tu jestem!
– Wiem, wiem. – Dobiegł do mnie. – Z daleka cię widziałem.
– Objął mnie ramieniem, a ja poczułam jak przebiega mnie dreszcz. Musiał to wyczuć, bo natychmiast mnie puścił.
– Przepraszam – szepnął.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi, ujmując go za rękę. Przez kilkanaście minut szliśmy w milczeniu. Serce biło mi dość szybko, czułam to, ale starałam się to ignorować.
– Michael? – odezwałam się w końcu, Nie mogąc wytrzymać. – Dlaczego właściwie chciałeś się ze mną spotkać? Przecież wcale… wcale Nie musiałeś.
Przystanął, puszczając moją dłoń.
– Nie wiesz? – spytał. – Czy ty dalej mi Nie wierzysz?
– Nie – odparłam. – Jeśli uważasz… Jeżeli myślisz, że wrócę do ciebie, to się mylisz.
– Przecież mnie kochasz – zauważył.
– Słusznie. Ale nie zamierzam do ciebie wracać.
Byłam nieugięta, choć we mnie znowu wszystko protestowało, bym zmieniła decyzję.
– Dlaczego? – zapytał.
– Ty dalej niczego nie rozumiesz – oświadczyłam. – I najwidoczniej chyba nie chcesz, bo gdybyś chciał, nie zadawałbyś po raz kolejny tego samego pytania. Wiesz dobrze, że nie lubię się powtarzać, dlatego pozwolisz, że nie uczynię tego po raz kolejny.
Odwróciłam się, chcąc odejść, lecz on mnie zatrzymał.
– Poczekaj – poprosił. – Porozmawiaj ze mną.
– Porozmawiaj? A o czym chcesz jeszcze rozmawiać? Przecież powiedziałam ci już wszystko, więc czego ty jeszcze oczekujesz?
– Wybaczenia.
– Wybaczenia? – Poczułam jak ogarnia mnie złość. – Wybaczenia, powiadasz? O nie, mój drogi, te czasy, kiedy wybaczałam każdemu, gdy tylko mnie o to poprosił się skończyły. Teraz przyszła kolej na faceta, żeby on się postarał, a nie, żebym ciągle ja wyciągała dłoń. Dzień dziecka się skończył, panie Newton. Pora, by to wreszcie do ciebie dotarło.
Po tych słowach, nawet nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź z jego strony, odwróciłam się i ruszyłam w drogę powrotną. Byłam na niego zła, wręcz wściekła, ale postanowiłam nie okazywać swoich emocji, by uniknąć pytań ze strony Nicole. Nie musiała o wszystkim wiedzieć, a już na pewno nie o moich spotkaniach z Michaelem.
* * *
Tak znowu minął jakiś czas. Prawdę mówiąc, tęskniłam za Michaelem, ale robiłam wszystko, by o nim zapomnieć, zabić tę tęsknotę na wszelkie możliwe sposoby. Udawało mi się to całkiem nieźle, do czasu. Pewnego dnia postanowiłam się z nim spotkać, nie mogąc już dłużej wytrzymać.
– Gdzie idziesz? – zapytała Nicole.
" – Na spacer – odparłam.
Do domu Michaela miałam dziesięć minut spacerkiem, lecz dzisiejszego dnia czas dłużył mi się okropnie. W końcu dotarłam do celu i z bijącym sercem zadzwoniłam do drzwi. Wiedziałam, że to co robiłam było nierozsądne, lecz już nie było odwrotu. Drzwi otworzyły się po chwili i stanął on, we własnej osobie.
– Nadine? – spytał, wyraźnie zaskoczony moją wizytą.
– Cześć. Mogę wejść?
" – Pewnie, wchodź.
Przepuścił mnie w drzwiach, a ja wkroczyłam do małego przedpokoju. Po prawej stronie na ścianie dostrzegłam powbijane wieszaki.
" – Kiedy je wbiłeś? – zapytałam. – Wcześniej tu ich nie było.
– Kilka dni temu. Nie miałem zajęcia, a że kupiłem te wieszaki dość dawno, to doszedłem do wniosku, że czas w końcu z nimi zrobić porządek.
– Rozumiem – odpowiedziałam.
Kiedy weszliśmy do kuchni i usiedliśmy, on spojrzał na mnie uważnie, jakby czekał na jakiś ruch z mojej strony.
– Przyszłam tutaj, ponieważ… – Odchrząknęłam. – Przyszłam tutaj, bo chciałam z tobą porozmawiać.
– W taki sam sposób jak na spacerze? – zadrwił.
Udałam, że nie usłyszałam drwiny w jego głosie.
– Nie. Chciałabym użyć innych słów – wyjaśniłam spokojnie. – Wysłuchasz mnie?
– Jak zawsze – odparł. – Mów zatem.
– Więc… – Znowu odchrząknęłam, czując suchość w gardle. – Chciałam porozmawiać o nas. Widzisz… Bo to wszystko… Nie miałam do ciebie przychodzić. Broniłam się przed tym, ale tęsknota wygrała. Kocham cię. Tak, masz słuszność mówiąc, że mi na tobie zależy. Ale to nie jest wszystko proste. Zbyt wiele się między nami stało. Za dużo łez wylałam, żeby móc wrócić do ciebie i żyć tak jak wcześniej. Ale z drugiej strony wiem, że Nie dam rady w ten sposób dłużej funkcjonować.
– W takim razie co zamierzasz? – spytał, patrząc mi prosto w oczy.
– Raczej co ty zamierzasz – odparłam. – Bo ja nie chcę się wplątywać w związek, który Nie będzie miał żadnego sensu po raz kolejny. Chcę w końcu być szczęśliwa.
– A uwierzysz, jeżeli powiem, że zrobię wszystko, żeby tak było? – spytał szeptem, ujmując mnie za rękę.
– Nie uwierzę, dopóki Nie zobaczę. Jeśli zaczniesz się starać, to wtedy porozmawiamy o przyszłości. Teraz tylko chcę, żebyś wiedział jak to wygląda z mojej strony.
Skinął głową, a ja wstałam.
– Gdybyś chciał jeszcze porozmawiać, wiesz, gdzie mnie szukać – dodałam, uśmiechając się.
– Wiem – odparł. – To… do zobaczenia, Nadine. I dziękuję.
– To ja dziękuję.
Wracając do domu, myślałam o tym wszystkim, co miało miejsce przez ostatnie tygodnie. Wycierpiałam wiele, prawda była oczywista, ale czułam też, że wiele jeszcze przede mną. Perspektywa lepszej, być może świetlanej przyszłości z człowiekiem, którego kochałam, podtrzymywała mnie na duchu.

8 komentarzy

  1. Hmm, właściwie oddałaś słowami rozterki bohaterki. Szczeże? Pierwsze opowiadanie podobało mii się bardziej, ale to nie jest jakieś bardzo złe, a jedynie mniej mi się podobało od poprzedniego.
    Podobają mi się te twoje zdania, jakie umieszczasz na początku danego opowiadania.
    A i dostrzegłam wspulną cechę z twoją bohaterką Nadine: ja również nie lubię się powtarzać i nie przepadam jak otoczenie robi to wobec mnie, lecz gdy tak się już dzieje, to zwyklę poprostu zaciskam zęby i tłumie rozdrażnienie.
    Idę zerknąć, co też zaprezentujesz w trzeciej części i za razem ostatnim z opowiadań.

  2. Aaa, ja rozumiem, że Ty mówisz o tej konkretnej części. A to niee, tej części nie będzie kontynuacji. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *